No risk, no fun!

Prywatne zyski – straty na koszt podatnika

Kolejny raz lewicowi ekonomiści chcą zrobić dobrze ludowi pracującemu miast i wsi. Na koszt tego ludu chcą wykupić opcje od banków. Panowie Gronicki i Hausner - czy wyście na rozumy pozamieniali się już z (nie wiem) podkładem kolejowym? Ile razy chcecie jeszcze okraść podatników by pomóc swoim1 kolegom. Niedouczeni bankowcy nie ocenili prawidłowo ryzyka kredytowego nierozliczenia transakcji? Trudno, na bruk.

A może, jak tak chętnie "ekonomiści" H. i G. szastają nieswoją kasą, to przeprowadzą interwencyjny skup mojej pracy - jak równość, to równość. Razem z darmowymi opcjami put ITM od doktora Andrzejewskiego będę leżał pod palmami i tylko liczył zyski.

  1. przypomnijmy, że Gronicki przez parę lat pracował w Banku Millenium

Popularity: 27% [?]

Wrażym spekulantom mówimy – NIE!

Ostatnimi dniami mamy pokaz kompletnej ignoracji tzw. dziennikarzy z prawa i z lewa, wyrobników z tabloidów, podobno poważnych publicystów (jak silący się na "hamerykanski" akcent Piotr Semka w dzisiejszej audycji w Trójce) z podobno prawicowej "Rzeczpospolitej" oraz natchnionych ideowców z"Naszego Dziennika" - o to największy wróg narodu (by nie powiedzieć - NARODU) - międzynarodowy spekulant.

Zapewne układ uwziął się na naszą patriotyczną złotówkę i nią spekuluje. Banki, które nieopacznie się przyznały do krótkiej sprzedaży złotego (Goldman Sachs1  i Danske Bank) stały się się wrogami ludu.

Darmowa lekcja dla niedouczonych dziennikarzy i publicystów.

W każdej chwili banki (wszystkie banki, także polskie i także państwowe lub quasi-państwowe jak BGK, BGŻ, PKO BP) spekulują na złotym, euro, dolarze, obligacjach i co tam jeszcze wymyślono. Na umocnienie jak i na osłabienie danego waloru. W minutę potrafią zmienić swoją strategię, odwrócić pozycję z długiej na krótką i odwrotnie. Dlaczego? Bo celem dealerów jest zarobienie pieniędzy dla banku i dla siebie a nie życie <baczność>ku chwale Ojczyzny<spocznij>. Do takiej pracy zostali przyjęci i takie mają obowiązki. Jak któremuś z wannabe-prawicowców spod znaku "Nie będzie krwiopijca-wyzyskiwacz pluł nam w twarz", to niech się zamknie - nie każdego stać na luksus bycia opłacanym z pieniędzy podatników. A wzywanie do odejścia z GS Marcinkiewicza jest dowcipem tygodnia.

Rzetelne wiadomości w RMF FM.

RMF FM dzisiaj donosi, że niejaki Zbigniew Przybysz, prezes dumnego Stowarzyszenia na Rzecz Obrony Polskich Przedsiębiorstw szacuje strat firm na opcjach na 200 mld złotych oraz średnio każda z firm poniosła straty w wysokości 20 mln złotych. Nie pozostaje mi nic jak wyrazić wyrazy ubolewania z powody niskiego poziomu reporterów radiowych. Przeprowadźmy mały sprawdzian:

  1. 200 mld strat ogółem / 20 mln strat średnio na firmę daje nam 10.000 firm, które się przejechały na spekulacjach.
  2. Przyjmijmy, że złoty osłabił się o 1,5 złotego za Euro z 3,20 na 4,7.
  3. 20 mln strat przy różnicy kursowej 1,5 złotego daje nam średnią wartość transakcji na poziomie 13 mln Euro.
  4. 13 mln Euro pomnożone przez 10.000 (ilość firm poszkodowanych według SnROPP) oznacza, że firmy zawarły umowy na kwotę 130 mld Euro.
  5. Jest to, mniej więcej, kwota rocznego eksportu Polski.

Wnioski są dwa, w zasadzie trzy:

Albo prezes SnROPP łże w żywe oczy podając kwoty strat albo firmy, które zawarły transakcje opcyjne ,są/były kierowane przez kompletnych idiotów.

Wniosek trzeci - nikt z RMF FM nie sprawdził, czy podawane liczby mają jakikolwiek sens ekonomiczny. Tyczyński musi chyba złorzeczyć co nie miara.

Innym sposobem ucieczki przez zobowiązaniami według światłego prezesa Przybysza ma być fakt zawierania transakcji przez telefon. Chyba biedaczysko nie doczytał umów ramowych/ISDA, gdzie o tym się mówi dużymi literami. Jak on chciał to zawierać? Fizycznie wybierając się do dealing roomu? ROTFL.

Uff...

  1. spiskowa teoria dziejów ma tu pole do popisu

Popularity: 46% [?]

Doktor Andrzejewski – pogromca opcji

Niejaki dr Andrzejewski ujawnił nam się ostatnio jako kolejny po premierze Pawlaku, biznesmenie Jakubasie oraz pośle Suskim specjalista od instrumentów pochodnych. Wydałoby się naturalnym, że doktor UE w Krakowie ma wystarczającą wiedzę, by móc się na ten temat wypowiadać. Nic bardziej mylnego.

Już w samym wstępie popełnia naukową niegodziwość i zataja fakty. Wspomina, że wystawca opcji call (czyli firmy) ponoszą nieograniczone ryzyko, ale nie wspomina, że także ryzyko wystawcy opcji put (banku) jest nieograniczone. Nieprawdą jest też to „że opcje typu CALL rodzą dla jej wystawcy nieograniczone ryzyko, a przynoszą ograniczone, najczęściej znikome, zyski” Z reguły właśnie to dla kupujących opcje przynoszą one niewielki przychód lub opcje (szczególnie ATM w momencie zakupu) nie są realizowane - wystawca zatrzymuje dla siebie premie.

Kuriozum zaś jest fakt, że doktor z UE posługuje się językiem rodem z taniej powieści sensacyjnej pisząc o spiskach banków i wirusie.  Ale przejdźmy do dalszych konkretów.

Na dowód spisku nasz doktor pisze o prognozach kursu walutowego, które były ogłaszane w sierpniu 2008. Jeśli nawet doktor Andrzejewski nie wie, że prognozy są nic nie warte już w momencie ich ogłoszenia a ich trafność wynika z rachunku prawdopodobieństwa i procesów stochastycznych rządzących na rynkach finansowych, to ja już nie mam więcej pytań. To oznacza tylko jak niski jest stan nauki na polskich uczelniach ekonomicznych.

Kolejny argument naszego naukowca to,  to że eksporterzy powinni używać tylko opcji put, bo tak. Bo nie ma instrumentów forward, nie ma opcji barierowych a szczytem wyrafinowania dla doktora Andrzejewskiego jest struktura opcyjna złożona z dwóch opcji waniliowych. Na dodatek banki się zmówiły by nie oferować klientom opcji put. Dziwne, bo ja jakoś nie miałem problemów z uzyskaniem ceny na opcje put zarówno In-the-money jak i at-the-money. Doktor Andrzejewski nie widzi dwóch podstawowych problemów:

  1. Firmy chciały kupić przy kursie rynkowym 3,30 opcje in-the-money1 po kursie np. 3,50, które z natury rzeczy (o czym powinien wiedzieć każdy student) musiały bardzo dużo kosztować. Ponieważ nie chciały za nie płacić banki zaoferowały im rozwiązanie (zaoferowały a nie przystawiły pistolet do głowy prezesa Ropczyc czy Ciechu) – kupimy od was opcje call, ale ponieważ są one out-of-the money2, to ich cena jest niska, więc firmy mają do wyboru albo zapłacić premię za opcje put albo wystawić opcję na kwoty przekraczające kwotę nominału transakcji put. Premie zapłacona musi się równać premii otrzymanej. Bilans musi się zgadzać - nie ma nic za darmo. Oślepieni rządzą zysku i zabłyśnięcia przed zarządami („zrobiliśmy zabezpieczenia za darmo, zarządzie”) dyrektorzy finansowi/główni księgowi przeholowali. Zajęli spekulacyjna pozycję na opcjach, którą też należało zabezpieczyć (delta hedging, Vega hedging etc), ale o tym już nie doczytali w swoich dyplomach uczelnianych.
  2. Firmy stosujące transakcje zabezpieczające powinny stosować rachunkowość zabezpieczeń, by wyniki z okresowych wycen instrumentów pochodnych nie huśtały wynikiem spółki w te i wewte – przypadek Lotosu (3 kwartał 2007, 200 milionów zysku z wyceny versus 3 kwartał 2008, 200 milionów straty jest znamienny) – o tym też przedstawiciel Katedry Rachunkowości Finansowej powinien wiedzieć.

Doktor Andrzejewski próbuje też naukawo odwrócić kota ogonem, że tak naprawdę opcje put były za darmo a banki podstępnie wcisnęły opcje call. Jeśli tak jest w rzeczywistości to ja chętnie kupię opcje put ITM w każdym nominale – od doktora Andrzejewskiego. W końcu, skoro doktor Andrzejewski mówi, że są za darmo, to chętnie je rozda wszystkim chętnym.

Równie śmieszne (a w sumie i tragiczne) jest to, że w dalszej części nasz doktor tworzy hipotezy, na które nie ma żadnych dowodów. Podobno pokazuje potwierdzenia transakcji, które nie muszą być prawdziwe ale wspomina, że nie ma odpowiadającej im dokumentacji ze strony banku. Czyli nie zweryfikował prawdziwości dowodów naukowych.

Myli się nasz doktor, gdy pisze, że banki krajowe nie mają szans na wpływanie na kurs złotego. W skrajnych przypadkach nawet pojedyncze firmy, które realizują swoje operacje na kwoty kilkudziesięciu milionów Euro np. pod koniec roku mogą przesunąć ceny rynkowe o kilka groszy.

Doktor Andrzejewski jest kolejną osobą, która zapewne (teraz to już jest moja hipoteza uwiarygodniona powyższym wykazem błędów dyskwalifikujących jakąkolwiek pracę roszczącą sobie prawo do naukowości) nie zawarła w życiu ani jednej transakcji opcyjnej oraz ani razu w życiu nie wyceniała opcji, ani ich nie księgowała zgodnie z zasadami rachunkowości zabezpieczeń.

  1. opcja, która już w chwili zawarcia ma pozytywną wycenę, kurs wykonania jest wyższy od kursu forward
  2. opcja, która ma negatywną wycenę po kursie wykonania niższym niż kurs forward

Popularity: 60% [?]

Powered by Wordpress | Designed by Elegant Themes