Niejaki dr Andrzejewski ujawnił nam się ostatnio jako kolejny po premierze Pawlaku, biznesmenie Jakubasie oraz pośle Suskim specjalista od instrumentów pochodnych. Wydałoby się naturalnym, że doktor UE w Krakowie ma wystarczającą wiedzę, by móc się na ten temat wypowiadać. Nic bardziej mylnego.
Już w samym wstępie popełnia naukową niegodziwość i zataja fakty. Wspomina, że wystawca opcji call (czyli firmy) ponoszą nieograniczone ryzyko, ale nie wspomina, że także ryzyko wystawcy opcji put (banku) jest nieograniczone. Nieprawdą jest też to „że opcje typu CALL rodzą dla jej wystawcy nieograniczone ryzyko, a przynoszą ograniczone, najczęściej znikome, zyski” Z reguły właśnie to dla kupujących opcje przynoszą one niewielki przychód lub opcje (szczególnie ATM w momencie zakupu) nie są realizowane - wystawca zatrzymuje dla siebie premie.
Kuriozum zaś jest fakt, że doktor z UE posługuje się językiem rodem z taniej powieści sensacyjnej pisząc o spiskach banków i wirusie. Ale przejdźmy do dalszych konkretów.
Na dowód spisku nasz doktor pisze o prognozach kursu walutowego, które były ogłaszane w sierpniu 2008. Jeśli nawet doktor Andrzejewski nie wie, że prognozy są nic nie warte już w momencie ich ogłoszenia a ich trafność wynika z rachunku prawdopodobieństwa i procesów stochastycznych rządzących na rynkach finansowych, to ja już nie mam więcej pytań. To oznacza tylko jak niski jest stan nauki na polskich uczelniach ekonomicznych.
Kolejny argument naszego naukowca to, to że eksporterzy powinni używać tylko opcji put, bo tak. Bo nie ma instrumentów forward, nie ma opcji barierowych a szczytem wyrafinowania dla doktora Andrzejewskiego jest struktura opcyjna złożona z dwóch opcji waniliowych. Na dodatek banki się zmówiły by nie oferować klientom opcji put. Dziwne, bo ja jakoś nie miałem problemów z uzyskaniem ceny na opcje put zarówno In-the-money jak i at-the-money. Doktor Andrzejewski nie widzi dwóch podstawowych problemów:
Doktor Andrzejewski próbuje też naukawo odwrócić kota ogonem, że tak naprawdę opcje put były za darmo a banki podstępnie wcisnęły opcje call. Jeśli tak jest w rzeczywistości to ja chętnie kupię opcje put ITM w każdym nominale – od doktora Andrzejewskiego. W końcu, skoro doktor Andrzejewski mówi, że są za darmo, to chętnie je rozda wszystkim chętnym.
Równie śmieszne (a w sumie i tragiczne) jest to, że w dalszej części nasz doktor tworzy hipotezy, na które nie ma żadnych dowodów. Podobno pokazuje potwierdzenia transakcji, które nie muszą być prawdziwe ale wspomina, że nie ma odpowiadającej im dokumentacji ze strony banku. Czyli nie zweryfikował prawdziwości dowodów naukowych.
Myli się nasz doktor, gdy pisze, że banki krajowe nie mają szans na wpływanie na kurs złotego. W skrajnych przypadkach nawet pojedyncze firmy, które realizują swoje operacje na kwoty kilkudziesięciu milionów Euro np. pod koniec roku mogą przesunąć ceny rynkowe o kilka groszy.
Doktor Andrzejewski jest kolejną osobą, która zapewne (teraz to już jest moja hipoteza uwiarygodniona powyższym wykazem błędów dyskwalifikujących jakąkolwiek pracę roszczącą sobie prawo do naukowości) nie zawarła w życiu ani jednej transakcji opcyjnej oraz ani razu w życiu nie wyceniała opcji, ani ich nie księgowała zgodnie z zasadami rachunkowości zabezpieczeń.
Popularity: 55% [?]
Bardzo trafny komentarz. Mam tylko kilka uwag dot. rachunkowości zabezpieczeń.
Nie każdą opcję czy też strategię (przynajmniej w całości) można zakwalifikować do powiązań zabezpieczających zgodnie z przepisami rachunkowości zabezpieczeń (RZ).
Poza tym firma musi mieć planowane przepływy w walucie żeby móc stosować RZ.
No i dochodzi jeszcze kwestia bieżącego monitorowania wyceny i testowania efektywności, o czym niewielu księgowych i biegłych rewidentów ma jakiekolwiek pojęcie.
Niemniej jednak jest to jedna z niewielu sensownych opinii o opcjach w ostatnim czasie. Niestety w mediach kreowana jest teoria spiskowa i polowanie na czarownice. Namnożyło się ekspertów od siedmiu boleści, którzy nie rozumieją pojęcia opcji o metodach ich wyceny nawet nie wspominając.
Pozdrowienia dla Autora.
Witam i dziękuję za komentarz:)
Zgadzam się, że nie każdą opcję/strategię da się przepuścić przez RZ. Tylko, te które są powiązane z realną sferą. Ale nawet te strategie, gdzie nominał call jest większy niż nominał put można rozdzielić na dwie:
1. tylko put i call, gdzie nominał jest taki sam i odpowiada realnym przepływom - tu stosujemy RZ,
2. część spekulacyjną - przepuszczamy przez wynik.
Taki rozdział mógłby poprawić wyniki spółek.
Pozdrawiam
Zgadza się. Problem w tym, że większość firm dała się złapać na strategie z barierami (cumulative, knock-out itp.) albo na kwiatki typu snowball a tutaj raczej RZ nie da się zastosować (problem udowodnienia wysokiej skuteczności w przyszłości - test exante).
Chociaż znając życie to i tak żaden audytor by tego nie wykrył