W dzisiejszym artykule autorka, Małgorzata Goss bardzo ładnie kłamie i po raz kolejny pokazuje, że każdy może napisać największą bzdurę bo "ciemny lud to kupi", chociaż nie ma (oraz jej rozmówcy) bladego o czym mówią/piszą:
1. Według niej średni kurs EURPLN w 1 kwartale to 4,65 - bzz, licząć po fixingu NBP to 4,59 a po kursach zamknięcia to 4,4950 - ot taka "drobna" nieścisłość.
2. Wycenia opcje po kursie średnim za cały kwartał a powinno się wycenić po kursie na koniec kwartału.
3. Rozpowszechnia mem o asymetryczności umów jako źródło wszelkiego zła - ale może kiedyś się douczy, że opcje są zawsze asymetryczne.
4. Manipuluje też informacją nie podając, że to same firmy nie chciały płacić za opcje i z tego wynikają różnice w nominałach put i call. 2+2=4, firmy kupiły opcje put głęboko ITM a wystawiały opcje call OTM. Nie ma się czemu dziwić, tylko trzeba nauczyć się liczyć na poziomie szkoły podstawowej.
5. Pani Goss płacze też nad wyceną opcje w księgach banków. Zapomniała już, że wyżej pisze o zmienności kursów jako jednym z czynników wpływających na wycenę opcji. Ponieważ zmienność przez ostatni rok wzrosła drastycznie, więc nic dziwnego, że opcje call były wyceniane z kwartału na kwartał coraz lepiej, ponieważ wraz ze wzrostem zmienności kursu (oraz dzięki zmianie samego kursu) rosło prawdopodobieństwo ich realizacji.
6. Rozwodzi się nad domniemaną nieuczciwością banków, które sprzedały firmom opcje z barierą - oczywiście zapomina wspomnieć (z niewiedzy i by pasowało do tezy o wrednych spekulantach), że dzięki barierze knock-out opcje put były tańsze.
Ciekawe, czy w końcu znajdzie się jakiś dziennikarz, który ma chociaż najmniejsze pojęcie o sprawie opcji i je rozumie a nie tylko będzie pisał byleby redakcja zapłaciła za wierszówkę.
BTW, ciekawa jest zmiania w tonacji tekstów Pulsu Biznesu na temat opcji - czyżby ktoś wreszcie zrozumiał jakie bzdury publikowali przez ostatnich parę miesięcy?
Popularity: 31% [?]
Ostatnimi dniami mamy pokaz kompletnej ignoracji tzw. dziennikarzy z prawa i z lewa, wyrobników z tabloidów, podobno poważnych publicystów (jak silący się na "hamerykanski" akcent Piotr Semka w dzisiejszej audycji w Trójce) z podobno prawicowej "Rzeczpospolitej" oraz natchnionych ideowców z"Naszego Dziennika" - o to największy wróg narodu (by nie powiedzieć - NARODU) - międzynarodowy spekulant.
Zapewne układ uwziął się na naszą patriotyczną złotówkę i nią spekuluje. Banki, które nieopacznie się przyznały do krótkiej sprzedaży złotego (Goldman Sachs1 i Danske Bank) stały się się wrogami ludu.
Darmowa lekcja dla niedouczonych dziennikarzy i publicystów.
W każdej chwili banki (wszystkie banki, także polskie i także państwowe lub quasi-państwowe jak BGK, BGŻ, PKO BP) spekulują na złotym, euro, dolarze, obligacjach i co tam jeszcze wymyślono. Na umocnienie jak i na osłabienie danego waloru. W minutę potrafią zmienić swoją strategię, odwrócić pozycję z długiej na krótką i odwrotnie. Dlaczego? Bo celem dealerów jest zarobienie pieniędzy dla banku i dla siebie a nie życie <baczność>ku chwale Ojczyzny<spocznij>. Do takiej pracy zostali przyjęci i takie mają obowiązki. Jak któremuś z wannabe-prawicowców spod znaku "Nie będzie krwiopijca-wyzyskiwacz pluł nam w twarz", to niech się zamknie - nie każdego stać na luksus bycia opłacanym z pieniędzy podatników. A wzywanie do odejścia z GS Marcinkiewicza jest dowcipem tygodnia.
Rzetelne wiadomości w RMF FM.
RMF FM dzisiaj donosi, że niejaki Zbigniew Przybysz, prezes dumnego Stowarzyszenia na Rzecz Obrony Polskich Przedsiębiorstw szacuje strat firm na opcjach na 200 mld złotych oraz średnio każda z firm poniosła straty w wysokości 20 mln złotych. Nie pozostaje mi nic jak wyrazić wyrazy ubolewania z powody niskiego poziomu reporterów radiowych. Przeprowadźmy mały sprawdzian:
Wnioski są dwa, w zasadzie trzy:
Albo prezes SnROPP łże w żywe oczy podając kwoty strat albo firmy, które zawarły transakcje opcyjne ,są/były kierowane przez kompletnych idiotów.
Wniosek trzeci - nikt z RMF FM nie sprawdził, czy podawane liczby mają jakikolwiek sens ekonomiczny. Tyczyński musi chyba złorzeczyć co nie miara.
Innym sposobem ucieczki przez zobowiązaniami według światłego prezesa Przybysza ma być fakt zawierania transakcji przez telefon. Chyba biedaczysko nie doczytał umów ramowych/ISDA, gdzie o tym się mówi dużymi literami. Jak on chciał to zawierać? Fizycznie wybierając się do dealing roomu? ROTFL.
Uff...
Popularity: 46% [?]
Niejaki dr Andrzejewski ujawnił nam się ostatnio jako kolejny po premierze Pawlaku, biznesmenie Jakubasie oraz pośle Suskim specjalista od instrumentów pochodnych. Wydałoby się naturalnym, że doktor UE w Krakowie ma wystarczającą wiedzę, by móc się na ten temat wypowiadać. Nic bardziej mylnego.
Już w samym wstępie popełnia naukową niegodziwość i zataja fakty. Wspomina, że wystawca opcji call (czyli firmy) ponoszą nieograniczone ryzyko, ale nie wspomina, że także ryzyko wystawcy opcji put (banku) jest nieograniczone. Nieprawdą jest też to „że opcje typu CALL rodzą dla jej wystawcy nieograniczone ryzyko, a przynoszą ograniczone, najczęściej znikome, zyski” Z reguły właśnie to dla kupujących opcje przynoszą one niewielki przychód lub opcje (szczególnie ATM w momencie zakupu) nie są realizowane - wystawca zatrzymuje dla siebie premie.
Kuriozum zaś jest fakt, że doktor z UE posługuje się językiem rodem z taniej powieści sensacyjnej pisząc o spiskach banków i wirusie. Ale przejdźmy do dalszych konkretów.
Na dowód spisku nasz doktor pisze o prognozach kursu walutowego, które były ogłaszane w sierpniu 2008. Jeśli nawet doktor Andrzejewski nie wie, że prognozy są nic nie warte już w momencie ich ogłoszenia a ich trafność wynika z rachunku prawdopodobieństwa i procesów stochastycznych rządzących na rynkach finansowych, to ja już nie mam więcej pytań. To oznacza tylko jak niski jest stan nauki na polskich uczelniach ekonomicznych.
Kolejny argument naszego naukowca to, to że eksporterzy powinni używać tylko opcji put, bo tak. Bo nie ma instrumentów forward, nie ma opcji barierowych a szczytem wyrafinowania dla doktora Andrzejewskiego jest struktura opcyjna złożona z dwóch opcji waniliowych. Na dodatek banki się zmówiły by nie oferować klientom opcji put. Dziwne, bo ja jakoś nie miałem problemów z uzyskaniem ceny na opcje put zarówno In-the-money jak i at-the-money. Doktor Andrzejewski nie widzi dwóch podstawowych problemów:
Doktor Andrzejewski próbuje też naukawo odwrócić kota ogonem, że tak naprawdę opcje put były za darmo a banki podstępnie wcisnęły opcje call. Jeśli tak jest w rzeczywistości to ja chętnie kupię opcje put ITM w każdym nominale – od doktora Andrzejewskiego. W końcu, skoro doktor Andrzejewski mówi, że są za darmo, to chętnie je rozda wszystkim chętnym.
Równie śmieszne (a w sumie i tragiczne) jest to, że w dalszej części nasz doktor tworzy hipotezy, na które nie ma żadnych dowodów. Podobno pokazuje potwierdzenia transakcji, które nie muszą być prawdziwe ale wspomina, że nie ma odpowiadającej im dokumentacji ze strony banku. Czyli nie zweryfikował prawdziwości dowodów naukowych.
Myli się nasz doktor, gdy pisze, że banki krajowe nie mają szans na wpływanie na kurs złotego. W skrajnych przypadkach nawet pojedyncze firmy, które realizują swoje operacje na kwoty kilkudziesięciu milionów Euro np. pod koniec roku mogą przesunąć ceny rynkowe o kilka groszy.
Doktor Andrzejewski jest kolejną osobą, która zapewne (teraz to już jest moja hipoteza uwiarygodniona powyższym wykazem błędów dyskwalifikujących jakąkolwiek pracę roszczącą sobie prawo do naukowości) nie zawarła w życiu ani jednej transakcji opcyjnej oraz ani razu w życiu nie wyceniała opcji, ani ich nie księgowała zgodnie z zasadami rachunkowości zabezpieczeń.
Popularity: 60% [?]